czwartek, 29 listopada 2012

kolejny film ze Smoleńska


video
 

Publikuję kolejny film z Siewiernego. Umieszczam materiał w tym miejscu, ponieważ, tak jak  poprzednio, zastanawia mnie treść nagrania. 

Według relacji osób od których dostałem materiał, film został nagrany kilka minut po katastrofie. Materiał zastanawia mnie, przede wszystkim ze względu na dziwne zachowanie strażaków, którzy pojawiają się na nagraniu.

Kilka słów wprowadzenia;
 
  Jednostka strażacka usytuowana jest tuż obok lotniska. Od miejsca w którym strażacy znajdują się na filmie do miejsca gdzie  stacjonują dzieli ich może  200 metrów. Lotnisko na co dzień jest praktycznie nieczynne. Bardzo rzadko przyjmuje samoloty. Czasami wojskowe transportowce. Jeszcze rzadziej dochodzi tam do jakiegokolwiek  incydentu, nie wspominając o katastrofie.
 Domyślam się więc, że strażacy stacjonujący przy lotnisku nie często słyszą dźwięk alarmu. No chyba, że wprzęgnięci są w system miejski, ale tego nie wiem. Jedno jest jednak pewne, że  nie co dzień ratują ludzi z katastrofy lotniczej.  

Dalej. Strażacy, którzy 10 kwietnia pełnili służbę przy lotnisku  powinni, bez jakiejkolwiek  zwłoki rzucić się do akcji ratowniczej. Tymczasem na filmie „wieje nudą”. Strażacy nie bardzo wiedzą co mają robić, nie widać w ich działaniu pośpiechu czy nadzwyczajnej mobilizacji właściwej takim zdarzeniom.  Samochody strażackie stoją daleko od miejsca katastrofy. Nie mogły podjechać bliżej? Ugrzęzły w błocie? Nie wydano rozkazu? Ktoś wydał zakaz  zbliżania się do miejsca katastrofy? A może strażacy uznali, że nie ma  kogo i  czego ratować?
 
 Podobnie jak z poprzedniego filmu, który zamieściłem, z nagrania bije dziwny spokój. Przecież kilkadziesiąt metrów dalej rozbił się polski samolot, przecież zginęli ludzie. Prezydent.  Szok? Paraliż? Nie rozumiem tej sytuacji. 

A teraz mała analiza. 

Za każdym razem pisząc na temat związany z katastrofą  przyjmuję założenia, których się trzymam i co do których mam wewnętrzne  przekonanie:  

1.                        Premier polskiego rządu nie  planował katastrofyTu 154.   

2.                        Polski rząd i opinia publiczna są dziś  przedmiotem skomplikowanej  gry zaplanowanej  na bazie wydarzeń z 10 kwietnia 2010 roku a obliczonej na szkodę polskim interesom i wizerunkowi. 

Pierwsze założenie samo w sobie jest z gatunku ciężkich, ale sformułowałem go ponieważ wiele osób sufluje tezę  przeciwną. Drugie natomiast jest oczywiste.


Nie mam zamiaru pisać o przyczynach katastrofy. To bardzo skomplikowana materia i  zadanie na inny czas. Niczego nie wykluczam, ale  wiele rzeczy odrzucam. 

Dlaczego przyjąłem takie założenia? 

Jako dziennikarz analizujący całą sprawę  i posiadający wiele  informacji i materiałów mam przekonanie, że zdarzenia , które zaistniały już po tragedii,  a które mniej lub bardziej są z nią związane obliczone są na rozgrywanie i  szkodzenie polskim interesom. Wymienię kilka. 

1.     Śmierć Remigiusza Musia,  technika pokładowego JAK - a, który lądował w Smoleńsku tuż przez TU 154 101

2.     Śmierć generała S. Petelickiego

3.     Śmierć operatora jednej z polskich telewizji , który zarejestrował materiał tuż przed i po katastrofie.

4.     Śmierć urzędnika MSZ – tu  zeznającego na temat palenia rzeczy należących do ofiar katastrofy w budynku należącym do  MSZ – tu.

5.      Publikacje w Internecie zdjęć zmasakrowanych ofiar katastrofy (w  Rosji i w Polsce przez członków Ruchu Palikota).

6.     Skandal z ekshumacjami ciał ofiar, który jest pokłosiem działań Rosjan w Moskwie.

7.     Nieprawdziwa Informacja o pijanym generale Błasiku wpływającym na decyzje pilotów.

8.     Promowanie fałszywej teorii o błędach polskich pilotów

9.     Promowanie nieprawdziwej wersji o naciskach Lecha Kaczyńskiego na pilotów lotu do Smoleńska a także w innych przypadkach..

10.           Sprawa zwrotu wraku - jej bezczelne rozgrywanie .

11.           Umycie przez Rosjan wraku, odnalezione ślady trotylu.
 

Każda z wymienionych przed chwilą śmierci w jakimś stopniu w wopinii wielu osób obciąża władze, czyli w powszechnym rozumieniu  rząd. Każde, na pozór niezwiązane z tragedia  zdarzenie z tej prowizorycznej listy natychmiast ( w naturalny sposób)zapisywane jest na niekorzyść rządu. Efekt -  coraz głębszy podział społeczny uniemożliwiający jakiekolwiek porozumienie. Coraz ostrzejsze podziały polityczne powodujące radykalizacje postaw. Komu to służy? Tracą rząd i opozycja. Kto więc zyskuje? To jasne.
 
W pierwszych godzinach  po takiej katastrofie  premier musiał konsultować swoje działania i decyzje . Musiał  zawierzyć swoim doradcom i korzystać z analiz i płynących z nich wniosków, które przygotowywały nasze służby specjalne. Dziś błędy popełnione po katastrofie mszczą się niemiłosiernie. Jedna niewłaściwa decyzja rodzi fatalne skutki. Kilka złych decyzji rodzi lawinę fatalnych skutków. Przyjęcie złych założeń opartych na niewłaściwej analizie  sytuacji doprowadza do wrzenia opinię publiczną i rodziny ofiar. I tak od dwóch i pół roku. Premier krok po kroku zapada się w bagno oskarżeń. Nie zamierzam usprawiedliwiać jego działań . Zbiera owoce swoich złych decyzji, także personalnych.  Mnie interesuje natomiast kwestia najbliższego kręgu doradców ( współpracowników)premiera. Ciekawi niezmiernie  zagadnienie pewnej wrocławskiej kancelarii, zaangażowanej w działania prawne tuż po katastrofie. Interesują mnie osoby z AW, które (jak mniemam) przeoczyły kilka  istotnych informacji i faktów, majacych miejsce  zaraz po katastrofie. Dziwne zaginięcia, kradzieże, pobicia. Równie zajmująca jest struktura nominacji urzędniczych  przed katastrofą a które wynikały  z długoletnich znajomości. Nominacje te są także wynikiem działań wielu doradców, wśród których odnaleźć można niezwykle ciekawe postaci. Być może premier  w tym kontekście powinien zanalizować pewien ukraiński aspekt, pozornie nie związany z katastrofą?  

 Czy polski premier jest obiektem manipulacji? Czy jego błędy wynikają z niewłaściwej oceny sytuacji a ta jest efektem błędnych analiz  i informacji, które do niego trafiają.  Czy premier poradzi  sobie z tą  sytuacją? Wydaje sie ,że jedynm rozwiązaniem jest stanięcie na gruncie prawdy, nawet najtrudniejszej i zmiany personalne . Wiadomo jakie.