czwartek, 15 listopada 2012

Agencja Wywiadu wiedziała o zamianie ciał ofiar tuż po katastrofie?


Agencja Wywiadu wiedziała o zamianie ciał już pierwszego dnia po katastrofie a szyfrogram o  tej treści znalazł się w siedzibie Agencji.

Zaszyfrowaną wiadomość wysłał dyplomata pracujący w polskiej ambasadzie w Moskwie, który jednocześnie  zatrudniony był również w Agencji Wywiadu. Mężczyzna o imieniu zaczynającym się na literę P raportował, że sześć trumien  zalutowano bez identyfikacji znajdujących się w nich ciał. Wszystko odbył się bez udziału żadnego z polskich przedstawicieli.
Polski oficer zyskał tę informacje od Rosjanina, kierownika zespołu osób pracujących wówczas w moskiewskiej kostnicy do której trafiły ofiary katastrofy.
Szyfrogram otrzymał najwyższy priorytet ważności i niezwłocznie, odpowiednimi kanałami został przesłany  do kraju. Według procedur dokument o takiej ważności powinien trafić  na biurko szefa Agencji.

Co się stało z szyfrogramem? Czy trafił do Kancelarii Premiera? A może kierownictwo AW z jakiegoś powodu  zataiło tę informację, bądź uznało ją za mało ważną? Wypowiedzi najwyższych przedstawicieli polskiego państwa po katastrofie  świadczą o tym, że albo kłamali na temat zamiany ciał, albo byli zupełnie nieświadomi istnienia informacji na ten temat.  

Do głowy przychodzi mi więc pytanie; czy ktoś zastawił  pułapkę na premiera i jego współpracowników? Przecież jeśli, jeszcze przed pogrzebami  odpowiednie służby poinformowałyby o tym, że trzeba otworzyć trumny aby mieć pewność co do znajdujących się w nich ciał , zapewne  opinia publiczna i rodziny ofiar przyjęłaby to ze zrozumieniem. Dziś jest t o kwestia rozpalająca emocje do białości.  Znów muszę postawić pytanie, które często pojawia się w moich analizach: Kto na tym zyskuje? Odpowiedź jest oczywista. W myśl starożytnej maksymy, winny jest ten kto korzysta.

Istnieje jeszcze jedno wytłumaczenie. Banalne. Dla porządku  napiszę o nim. Szyfrogram zaginął. Winny - polski bałagan. Możliwe?