piątek, 26 października 2012

śledczy pod kluczem

Rosyjskie błoto  - śledczy pod kluczem

Kompromitacja goni kompromitację. Kompromitują się ludzie a w konsekwencji instytucje państwa. Zastanawiam się, co jeszcze trzeba zepsuć  aby  Polacy doszli do przekonania, że polskie państwo to właściwie wielka kompromitacja, że państwa już nie ma?

Na tym gruncie  sprawa pomylenia zwłok prezydenta Kaczorowskiego już być może  nikogo nie szokuje, nie dziwi a  ludzie przechodzą nad tym do porządku dziennego. Stało się, trudno. Instynktownie unikają przykrego tematu. Winnych tej żenady  po stronie rządu czy MSZ – tu oczywiście nie będzie, no może jakiś urzędniczyna niskiego szczebla straci premię. Może się okazać  - kolejny raz, że winnym  będzie ktoś z  rodziny, bądź przyjaciel, który  w kostnicy pomylił ciała. Ktoś z władzy  oczywiście o tym zaświadczy.
 Czy właśnie o to chodzi, aby ludzie stracili wszelkie zainteresowanie sprawą katastrofy i nawet najbardziej oczywiste zaniedbania i fakty stały się  im obojętne?

 Proces zobojętniania, zastraszania i sznurowania ust ludziom, którzy mają wątpliwości rozpoczął się zaraz  po tragedii.

Kilka godzin po tym jak Tupolew  runął  w błoto, w Smoleńsku wylądowali  polscy specjaliści z prokuratury, KBWL, ABW, ŻW i inni. Nie od razu jednak mogli  przystąpić do wyjaśniania przyczyn tragedii. Nie mogli, bo im tego stanowczo zabroniono! I, ku zaskoczeniu nie zrobili tego Rosjanie a przedstawiciele naszej ambasady w Moskwie!

Słowa które wtedy usłyszeli śledczy  brzmiały mniej więcej tak: „Po co tu przylecieliście, nie macie czego tu czego  szukać, to był wypadek i nic tu po was, wypierd…ć..”. Zabrano telefoni i zakazano  wykonywania jakichkolwiek czynności! Przez kolejnych kilka  godzin  trzymani byli  pod kluczem na terenie lotniskua Siewiernyj! 

Wiem o tym wszystkim, bo tę historię, przy kieliszku ciepłej rosyjskie wódki, opowiedzieli mi właśnie  polscy śledczy, którzy ostatecznie pracowali na lotnisku Siewiernyj. Tak się składa, że mieszkaliśmy w jednym motelu, przy drodze prowadzącej  na lotnisko. Po pierwszym dniu pobytu, zwyczajnie zaczęliśmy ze sobą rozmawiać. Muszę dodać, że nie są to ludzi skorzy do dzielenia sie wiedząna temat swojej pracy, szczególnie z dziennikarzami. Jednak poziom zdenerwowania i niezrozumiania tego co ich spotkało, po ludzku spowodował, że podjęli rozmowę ze mną.

Przez kolejne dni mojego pobytu w Smoleńsku jeszcze przynajmniej kilka razy  rozmawiałem z ludźmi z ŻW. Wciąż byli  zszokowani  i rozgoryczeni. Nie rozumieli postawy  pracowników  naszej moskiewskiej ambasady. Nie rozumieli jak można oddać Rosjanom pełną kontrolę nad śledztwem i to na kilka  kluczowych godzin po katastrofie? Przecież  wciąż szukano  ciał najważniejszych ludzi w kraju.  Wśród tysięcy części Tupolewa tkwiły również  komputery, telefony, notatki należące do Prezydenta RP i natowskich generałów. Także te ściśle tajne. Co w nich było? Co znaleźli Rosjanie? Tego możemy się jedynie domyślać. Małą wskazówką może być jedynie fakt o którym  13maja 2010 roku napisał Washington Times . Kilka godzin po katastrofie dowództwo NATO zadecydowało o natychmiastowej zmianie kodów do bezpiecznej komunikacji satelitarnej.

Mimo tego niezrozumiałego  „przywitania”, polscy śledczy poprosili naszych dyplomatów o pomoc . Na miejscu potrzebowali przecież samochodów, pieniędzy, wsparcia organizacyjnego. Przecież wskoczyli do samolotów  praktycznie tak jak stali. Informacja o katastrofie w Smoleńsku zaskoczyła ich tak samo jak wszystkich Polaków.

Według tej samej relacji  nasi dyplomaci odmówili im jakiejkolwiek pomocy Kiedy już dopuszczono Polaków do  wraku  widziałem, jak przedstawiciele polskiego państwa poruszali się po Smoleńsku samochodami rosyjskiego ministerstwa spraw nadzwyczajnych. Oczywiście nie sami a w asyście różnej maści oficerów. Rosjanie kontrolowali więc każde posuniecie naszych przedstawicieli. Nasi nie mogli zrobić niczego, co nie uszło by uwadze Rosjan. Każdy znaleziony przedmiot  przez polskich śledczych na miejscu katastrofy nie trafiał w nasze ręce a w ręce przedstawicieli rosyjskich służb. Kikla razy doszło na tym tle do nerwowych spięć a nawet szarpaniny. Taka kontrola, przynajmniej w jednym przypadkach miała niezwykle istotne znaczenie.

O tym napiszę jednak później.