wtorek, 1 lipca 2014

"Sowa i przyjaciele"

Bardzo wiele  słów padło już o słynnej kolacji u „Sowy i przyjaciół”, na której biesiadowali  minister, wiceminister  i bankier. Niektóre ze słów były  mądre, niektóre nie. Mam wrażenie, że tych niemądrych wypowiedziano  zdecydowanie za dużo. Teorie o putinowskich szpiclach grasujących po warszawskich zaklętych rewirach, nagrywających wszystkich i wszystko a następnie szeroko, z gestem publikujących w gazetach i Internecie, zdaje się, że między bajki można włożyć. To, że nagrywają, wiedzą i wiedzę wykorzystują to jasne. Tyle, że prawdopodobnie nie oni stoją za aferą.

To jednak rozważania na inny tekst. Co dziś? Dziś mała konstatacja. Taka słodko -  gorzka.

Otóż pytam: Po jakiego diabła  wydawać setki złotych na jakieś wątpliwej jakości frykasy i na za drogie wino, skoro  spotkanie można było zaaranżować w jednym z lokali  należących do którejś z polskich służb specjalnych. Oto  bowiem w restauracji u Sowy spotkali się: człowiek, który, jak sam przyznaje, budował nowe polskie służby, ze współpracownikiem PRL – wskiego wywiadu o pseudonimie „Belch” a frekwencję uzupełnił inny współpracownik cywilnej Jedynki o pseudonimie „Ritmo”, pozyskany do współpracy przez niejakiego Wrońskiego -  o ile się nie mylę? ( dodam tylko ,że  „Ritma” z cywilnego wywiadu przeniesiono do wojska). Tak więc wygląda na to, że  u „Sowy i przyjaciół” spotykali się prawdziwi„przyjaciele”. Co tam „przyjaciele”, niemal rodzina!

Powielając obiegową teorie o nierozerwalnym związku człowiek  ze służbą, takie spotkanie należało zorganizować w jednym z lokali konspiracyjnych należących do którejś z tajnych służb. Rozpuszczalna kawa, herbata, kilka minut rozmowy zakończonej ustaleniami i do domu. A  tu proszę, ekskluzywna restauracja, wykwintne potrawy, wersal Panie! Jeśli okazałoby się, że z jakiś powodów  lokali brakuje, to zawsze można było  umówić spotkanie w  Centrali. No, już  w najgorszym wypadku, w którymś z mieszkań kupionych za pieniądze amerykanów, które wyparowały z kasy jeden z naszych służb. Brak wyobraźni, nieostrożność i do tego straszna rozrzutność!