środa, 20 lutego 2013

więzienia CIA w Polsce a los Z. Siemiątkowskiego


Lekkie science fiction....

Wpadła mi  w ręce notka prasowa informująca o tym, że były szef Agencji Wywiadu  Zbigniew Siemiątkowski, najprawdopodobniej uniknie odpowiedzialności  za udział  w organizacji więzień CIA na naszym terytorium. Lakoniczny tekst informował dalej, że wszystko co w tej sprawie  wiadomo, to plotki i mało wiarygodne  przecieki,  nie poparte faktami  ze śledztwa . Dalej stało, że zarzuty wobec Siemiątkowskiego, co prawda sformułowane,  zostaną wkrótce wycofane.

Czytając ten krótki tekst uśmiechnąłem się przynajmniej kilka razy. Bawiły mnie poszczególne słowa i sformułowania. Najbardziej: „zostaną wycofane” i „fakty ze śledztwa”. Ten ostatni, to wspaniały związek frazeologiczny. Użyteczny, pomocny, ratujący z opresji różnej maści nieszczęśników. No właśnie, ratunek.  Zarzut zorganizowania nielegalnych więzień, w których wobec oskarżonych o terroryzm stosowano tzw. rozszerzone metody przesłuchań, to nie betka. Międzynarodowa awantura gwarantowana. Kilku wysokiej rangi polityków, nie tylko w Polsce,  z pewnością  dostałoby po głowie.  Ratunek nadszedł jednak w porę. Na Siemiątkowskiego nie ma kwitów. Znaczy są, ale zostaną „wycofane”. Jednak nie brak dowodów (chwilowy?) w tej oczywistej sprawie mnie rozbawił a zupełnie coś innego. Pomocną dłoń do Siemiątkowskiego, najprawdopodobniej wyciągnęli ci, którzy, mimo zmiennych mód i prądów politycznych za oceanem, zachowali elementarny poziom lojalności, bądź odezwał się w  nich instynkt samozachowawczy.
Tymczasem na naszym podwórku Zbigniew Siemiątkowski powinien wciąż stawać plecami do ściany i ani na moment nie tracić czujności, skupiając wzrok na towarzyszach niegdysiejszych działań.  Dlaczego? Siemiątkowski popełnił kardynalny grzech - grzech pychy. Ten  z kolei był fundamentem  jego decyzji. Kilka z nich  do dziś odbijają się ministrowi czkawką. Na naszym podwórku pewnych  rzeczy się nie wybacza  a kara jest nieuchronna.

Źródło  kłopotów....

 Na końcowym etapie swojej kariery Siemiątkowski, jako doświadczony i zasłużony polityk, najpierw  dla PZPR a potem dla SDPR i SLD, uznał, że jest na tyle zorientowany w niuansach wywiadowczej profesji, że może usiąść do dużej gry, jako poważny partner. Był  przecież zaufanym  A. Kwaśniewskiego, pracował w sejmowych komisjach do spraw służb specjalnych, kierował UOP, a  w końcu stanął na czele AW.
Po drugiej stronie miał jednak nie tylko polityków, ale profesjonalistów - świetnie wyszkolonych oficerów realizujących  konkretne zadania. Wśród nich była jedna z najbardziej obiecujących postaci życia publicznego z lewej strony sceny politycznej. Człowiek ten  swoją przygodę ze służbą wywiadu rozpoczął  jeszcze na studiach. Był inteligentny i perspektywiczny. Podróżował po świecie, kształcił się. Początkowo angażowany  był do małych spraw, powoli chłonął tajniki wiedzy operacyjnej. Stopniowo piął się po szczeblach kariery. Jego usytuowanie w sferze żywotnych interesów Polski dawało kontrolę jego protektorom nad tymi właśnie interesami. W pewnym momencie  uznano (przyszła taka konieczność?), że może wejść na dużą scenę. Wcześniej jednak formalność, ale  konieczna: Oświadczenie lustracyjne.  Góra  zapytuje więc AW, czy  w  archiwach znajdują się materiały mogące zakwestionować oświadczenie, które nasz bohater za chwilę złoży. Pyta, choć wie. Kwerenda. Komplet dokumentów ląduje na biurku Siemiątkowskiego. Papiery nie budzą wątpliwości. Wieloletnia służba, zadania, osiągnięcia. Słowem  - prymus. I tu zaczyna się higway to hell ministra S. Grzeszy pychą. Chce rozegrać partię po swojemu. Uwierzył we własną siłę.
Oficjalnie melduje więc, że  wszystko z papierami bohatera jest ok.,  to znaczy, że nie wypłyną , jednak nieoficjalnie chwali się, że pilnie studiuje jego teczkę, że wygląda to bardzo interesująco. Nielojalność, niesubordynacja.? Góra denerwuje się  i zachodzi w głowę: O co chodzi? Zwariował? Dlaczego nie zniszczył, nie schował tych dokumentów? Przecież powinien wiedzieć, że bardzo nam zależy na tym człowieku! Przecież mamy wobec niego  plany!  Samobójca polityczny, czy zdradził? Tak czy owak uznano, że Siemiątkowski przesadził. Tymczasem bohater  złożył  oświadczenie lustracyjne. Przeszło bez problemów.  No, ale ta zniewaga krwi wymaga. Walki frakcyjne są najkrwawsze.  Machina więc ruszyła.

Mimo, że w 2005 roku, po przegranych wyborach  Siemiątkowski uciekł z  linii strzału,  chroniąc się na Uniwersytecie,  w żaden sposób nie zatrzymało to wendety.

 Po kilku latach okazało się, że Siemiątkowski miał w domu dokumenty UOP, których w myśl prawa  nie powinien mieć.  No, ale jaki były szef służby wywiadowczej , czy kontrwywiadowczej nie ma takiej polisy? Tylko naiwni, bądź skrajni legaliści mogą uważać, że jest inaczej. Praktycy mają  swoje zdanie w tym temacie.
Być może Siemiątkowski był mało ostrożny? Nie spodziewał się nalotu na swoje mieszkanie? Po za tym, kto na niego doniósł?  Efekt -  postępowanie i sprawa sądowa. W pierwszej instancji Siemiątkowskiego uznano winnym.  Słusznie.
Wróciła  także stara sprawa zatrzymania przez UOP szefa Orlenu Andrzeja Modrzejewskiego w 2002 roku. Zatrzymanie było oczywiście skandaliczne. Odbyło się na godziny przed podpisaniem  długoletniego kontraktu na dostawy ropy do Orlenu. Wrażenie jakie powstało po tej akcji było jasne i uzasadnione. Siemiątkowskiemu, który kierował wówczas UOP – em  zarzucono przekroczenie uprawnień. W 2004 roku Z. Siemiątkowski podał się nawet do dymisji , ale ówczesny premier jej nie przyjął. Nie znalazł powodów. 2010 roku sprawa ponownie ożyła. Proces.

 Przyszła pora na grubą amunicje: Więzienia CIA w Polsce. Za takie przestępstwo kara musi być naprawdę dotkliwa. Za nielojalność płaci sie dotkliwie. 

 No, ale chwilowo coś jednak idzie nie tak. Jak się dowiadujemy zarzuty wobec byłego szefa AW będą wycofane.  Siemiątkowski musi jednak bardzo  uważać, aby nie stać się jedynym winnym, kozłem ofiarnym w gigantycznej międzynarodowej aferze. Zobaczymy jak się sprawa rozwinie, bo to, że się rozwinie jest raczej pewne. Z. Siemiątkowski z człowieka zaufanego w swoim środowisku stał się pariasem.  Cóż, obstawił nie tego konia. 
 A nasz bohater? Ma się dobrze. Działa. Stał się człowiekiem dużego formatu.

Tak więc czytając tekst o wycofaniu zarzutów wobec Siemiątkowskiego ubawiłem się setnie. Zabawna jest ta nasza rzeczywistość.