środa, 29 lipca 2015

Jan Kulczyk nie żyje

Jan Kulczyk nie żyje, świeć Panie nad jego duszą. 

Najbogatszy Polak zmarł w skutek powikłań pooperacyjnych. Operacji poddał się  nie w Polsce, nie w Londynie, lecz w Austrii, w Wiedniu.  W zasadzie, to człowiek z jego majątkiem mógłby zapłacić za swoją operację w każdym miejscu, w najlepszej klinice, pod okiem najlepszego specjalisty. Wybrał jednak Wiedeń. Wybrał pechowo.

Wygląda na to, że Jan Kulczyk  lubił Wiedeń, miasto od lat szczycące się mianem stolicy szpiegowskiego świata. JK najwyraźniej lubił tam przebywać, spotykać się i rozmawia o interesach. Jego spotkanie sprzed dziesięciu  laty w jednej z tamtejszych restauracji (która według naszego dziennikarskiego śledztwa  – mojego i Witka Gadowskiego -  należała do polskiego biznesmena  związanego z polskim wojskowym wywiadem) przeszło do historii. 
Otóż Kulczyk spotykał się tam z  biznesowym tandemem o polskich korzeniach Kuna – Żagiel, który to tandem przyholował na owo spotkanie znanego z afery „Olina” rosyjskiego szpiega  Władymira Ałganowa.  Na spotkaniu podobno miałbyć także znany lobbysta  marek D., ale tego nie udało się ostatecznie potwierdzić (sic!).
Panowie Kuna i Żagiel  znali się z Ałganowem od lat. Razem robili interesy w należącej do nich firmie Polmark, w której Ałganow zakotwiczył się na moment.

O czym Panowie Kulczyk, Żagiel, Kuna i Ałganow rozmawiali podczas wiedeńskiego obiadu? 

Oficjalnie o prywatyzacji Rafinerii Gdańskiej i o tym, że Polacy mimo, że wzięli 5 milionów $ łapówki, nie wywiązali się z obietnicy sprzedaży Rosjanom ( poprzez Roch Energy) RG. Nieoficjalnie jednak rozmowa toczyła się także na temat innego wielkiego energetycznego przedsięwzięci. 

Jan Kulczyk planował zbudować most energetyczny łączący Polskę z naszymi wschodnimi sąsiadami. Do tego potrzebował jednak pieniędzy (nie swoich) i przyjaznego nastawienia Rosji. Pieniądze mieli zorganizowani Kuna z Żaglem (międzynarodowa inżynieria finansowa). Ałganow, który pracował już wówczas w państwowym koncernie energetycznym  miał załatwić resztę. Jak się to skończyło? Wszyscy wiemy. Z interesu nic nie wyszło, bo polski wywiad sporządził a później odtajnił notatkę (podobno zrobioną z nagrania zrealizowanego podczas obiadu, jednak nagrania nigdy nie ujawniona ani nawet nie potwierdzono jego istnienia) i  dziwnym trafem sprawa wyciekła do mediów, z miejsca stając się jedną z największych afer III RP.  Do dziś oficjalnie  nie wiadomo, dlaczego ktoś wsadził kij w szprychy i  poinformował nasze dziurawe jak ser szwajcarski służby o tym spotkaniu, ale nawet kiepski obserwator może z łatwością odpowiedzieć sobie na to pytanie.

Jan Kulczyk sądził, że potrafi porozumieć się z Rosjanami, że różnymi sposobami potrafi ich przekonać, do tego, aby zgodzili  się na jego interesy w obrębie energetyki, prowadzone w byłych sowieckich republikach. Mam wrażenie, że się pomylił a  wszystko, co zdarzyło się później jest na to dowodem.

Jednak to go nie zniechęciło.  Postanowił po raz kolejny wejść do tej samej rzeki. Kulczyk miał ambicję zrobienia czegoś dużego na Ukrainie. Chciał inwestować, powielać model biznesowy, który z powodzeniem stosował w Polsce. Prywatyzacja, kupno – sprzedaż  - pośrednictwo. Zaangażował się. W Kijowie otworzył   przedstawicielstwo, miał plany i zaczął je realizować. I znów postawił na energetykę, która na Ukrainie wymaga natychmiastowej reanimacji, zmian strukturalnych i wielkiego dofinansowania. Niemcy, od lat są już na to gotowi. Doskonale wiedział o tym JK.   Równolegle z Ukrainą Jan Kulczyk inwestował w Afryce. Tam również w przeważającej części zapatrzył się na energetykę i surowce. Ale tam również są Rosjanie i  także dbają o swoje interesy. Z tego co wiem, dbają bardzo agresywnie.
Ukraina i Afryka to nie Polska. To truizm, ale mam kolejne wrażenie, że Jan Kulczyk o tym zapomniał, stracił czujność, instynkt. A może tak jak w przypadku Ryszarda Krauzego został z premedytacją wciągnięty w biznes, który nigdy miał się nie udać? Krauze za swój romans z Rosjanami drogo zapłacił. Stracił wiele, ale jakimś cudem udało mu się zachować cokolwiek . Może JK poczuł się zbyt pewnie?  Myślał, że skoro wspiera kilka rosyjskich i białoruskich interesów w Afryce, to Kreml posunie się trochę w energetycznym biznesie na Ukrainie i w regionie? 

Jego śmiałe plany dotyczące unijnego komisarza do spraw energetyki, którym chciał zrobić Pewnego Znanego  Bufona osiadłego właśnie w swoim dworku  zdają się to potwierdzać. Bufon był zachwycony pomysłem JK, znał jego wpływy i możliwości, więc wierzył, że to możliwe. Tym bardziej, że fucha w Boeingu wciąż jest wielce niepewna.

Publiczny teatr -  schodzenie ze sceny Bufona trwał jakiś czas a gawiedź miała ubaw. Nikt nie zastanawiał się jednak dlaczego taki, do niedawna, mocny pionek musi zostać zbity. Zwalenie wszystkiego na jego ego i nonszalancje jest naiwnością. Co bardziej oczadziali winą za polityczną śmierć Bufona obarczali jego wrogów politycznych z PiS.
Mniej naiwny wydaje się być wątek  podsłuchów u Sowy i Przyjaciół, gdzie bywał JK i opowiadał o swoich planach. Także tych wobec Bufona, które wpisywały się w szerszą ekspansję. Tak czy owak Bufon szedł na dno  -  stopniowo i sukcesywnie.  Dziś odszedł JK.

 JK miał plan i nie wahał się go realizować Myślę, że kolejny raz popełnił błąd. Myślę także, że i w pewnych berlińskich kręgach dominuje podobne przeświadczenie a nawet zdziwienie tym, że   z pozoru prosta operacja zakończyła się śmiercią pacjenta.W Wiedniu. 


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz